Prawdziwa historia o tym, jak mi się (nie)przydała znajomość angielskiej gramatyki i nieregularnych czasowników.

 


Gramatyka angielska, szczególnie te osławione czasy, których raz jest mniej, raz więcej, ale zawsze zbyt dużo, jednych przeraża, innych zniechęca, a dla kolejnych jest miarą znajomości angielskiego. I chociaż, teoretycznie, niby zmieniło się podejście do nauki języka obcego, niby wszyscy podkreślają że najważniejsze, to móc się dogadać, to nadal zasady gramatyczne i testujące je zadania są ważną częścią podręczników, testów i egzaminów. I nadal, kiedy słucham lub czytam porady, jak najlepiej uczyć się języka obcego, to dowiaduję się, że trzeba zacząć od takiej to, a takiej książki do gramatyki. Ręce opadają.

Za mocno powiedziane? Cóż, jak to się po angielsku mówi: “Been there, done that”. Czyli po naszemu, już to przerobiłam. I dziękuję bardzo, bo to nie działa! Jak to? Ano tak!
Wiem, że to się może wydać niewiarygodne, ale naprawdę poznałam wszystkie te cudne definicje perfectów, continuousów i simplów, teraźniejszych, przeszłych, przyszłych i zaprzeszłych, te inwersje, strony bierne, te wszystkie cudne wyjątki. Przeczytałam, ba! niemal nauczyłam się na pamięć wielu kilogramów podręczników, zrobiłam tysiące transformacji zdań, uzupełniania luk, tłumaczeń i czego tylko jeszcze nie wymyślili. Czasowniki nieregularne we wszystkich ich istniejących formach wypisywałam tak szybko jak tylko ręka pozwoliła. Pisałam opowiadania o żaglowcach! Moje umiejętności oceniono wysoko – dostałam się na anglistykę warszawską!

Wyposażona w taką wiedzę pojechałam na miesiąc do Londynu. A że pieniędzy było mało i nawet na marmoladę brakowało, postanowiłam trochę sobie dorobić.
Zupełnym przypadkiem wybrałam się do dzielnicy Hammersmith, a tam, już nie takim przypadkiem, bo w tamtej okolicy roiło się od Polaków, trafiłam do polskiego sklepu z lampami. Traf chciał, że właściciel właśnie rozmawiał ze swoimi znajomymi polskimi Romami, pilnie poszukującymi tłumacza, który pojechałby z nimi do najbliższego szpitala. Sprawa była dosyć pilna, bo dotyczyła trzyletniego, płaczącego dziecka, toteż nikt nie bawił się w długie rozmowy. Po jednym krótkim pytaniu: “Znasz angielski?” (No jasne, że znam, a te zdania, te opowiadania?!?), już wsiadałam do samochodu. Szybkie zapięcie pasów, upewnienie się, że potem dowiozą mnie do metra i rzut oka na dziecko, siedzące na kolanach matki na tylnym siedzeniu. Przerzuciłam w głowie nazwy części ciała, których kiedyś się uczyłam, przypomniało mi się też pytanie “What’s the matter?”, które według podręczników zawsze na początku zadaje lekarz i dotarło do mnie, że muszę się dowiedzieć, co właściwie dziecku dolega. Pytanie zadałam całkiem beztrosko, która to beztroska ulotniła się z prędkością światła, kiedy tylko usłyszałam odpowiedź. Blady strach padł na mnie, przerażenie ścięło z nóg (dobrze, że te zapięte pasy trzymały, bo zjechałabym na podłogę, przysięgam!), język kołkiem stanął, a pot zimnymi kropelkami zaczął ściekać po kręgosłupie. Bo jak, u ciężkiego licha, mam powiedzieć po angielsku, że dziecko ma zatwardzenie?!? Że od dwu tygodni nie zrobiło kupy?!? Mało brakowało, a byśmy się tam rozbili, bo kierowcę aż zatchnęło, kiedy tylko zobaczył moją minę. Nie wiem, czy moje uspokajające mamrotanie pomogło, czy nie, ale w końcu dojechaliśmy, a na miejscu okazało się, że nie doczekam się tego wyuczonego “What’s the matter?”, bo najpierw trzeba wypełnić jakieś niekończące się kilometry druczków, przechodzić od okienka, do okienka, a potem długo czekać na swoją kolej. Wypełnianie druczków było katorgą nieziemską, ale najbardziej bałam się, co zrobię, kiedy w końcu spotkam się z angielskim lekarzem. I nie będę w stanie mu powiedzieć, o co chodzi. Bo przecież nawet nie pokażę!!! Kiedy już rozważałam czy aby nie zemdleć, dziecko przestało płakać i skorzystało ze stojącego w kącie nocnika. Sprawa rozwiązana! Jednak głupi to ma szczęście!
Taa… szczęście… Po powrocie do wynajmowanego pokoju dowiedziałam się, że muszę iść do ślusarza dorobić sobie klucz. Jak, u licha, dorabia się klucz po angielsku?!?
Ostatecznie, pokazałam klucz i dwa palce. Widać wielu takich specjalistów od angielskiego ślusarz spotykał, bo zrozumiał. A ja zrozumiałam, że nic nie umiem.

 


Myślisz, że na studiach było lepiej? O tym jak było, dowiesz się w kolejnych wpisach. 🙂


Dla ciekawych, którzy chcą wiedzieć, jak to powiedzieć:

ślusarz – locksmith
ten, który zajmuje się dorabianiem kluczy – key cutter
dorobić klucz – get a key cut / duplicate a key / make a copy of a key / make a key copy
kupa – poo (to po brytyjsku) / poop (a tak po amerykańsku)
robić kupę – to poo / to poop
nie móc zrobić kupy – can’t poo/can’t poop
mieć problem z robieniem kupy – have trouble pooing / have trouble pooping
zatwardzenie – constipation
cierpieć z powodu zatwardzenia – suffer from constipation

To jak powiedzieć, że to dziecko cierpi na zatwardzenie od dwu tygodni? Ktoś ma pomysł? Proszę:

This child has been suffering from constipation for two weeks now.

Ale oczywiście, można i prościej:

There ‘s a problem. The child can’t poo. No poo for two weeks now. (=Jest problem. Dziecko nie może zrobić kupy. Żadnej kupy od dwu tygodni. – Zrozumieliby to doskonale 🙂 ).


5 Comments

Ewa · January 5, 2018 at 2:32 pm

Jestem mamą dwójki dzieci.Siłą rzeczy temat kupy omawiany był w naszym domu baardzo często Dowiedzieć się jak jest kupa po angielsku, po latach nauki języka- bezcenne 🙂

Matka Poliglotka · May 18, 2018 at 9:40 am

Nie samą gramatyką język stoi, to prawda 😉 W takich sytuacjach najlepiej zdać się na circumlocution 🙂 Całe szczęście, że chłopiec poczuł się lepiej 😉 Ciekawa formuła wpisu, podoba mi się ten słowniczek na końcu 🙂

    admin · September 17, 2018 at 9:50 pm

    Bardzo dziękuję 🙂

Bogusia · September 20, 2018 at 10:01 pm

Od dzisiaj zaczynam sie uczyć Twoją metodą. I zaczyna od zatwardzenia. Super! Podoba mi się!

    admin · September 24, 2018 at 4:49 pm

    Cieszę się bardzo :-). Trzymam kciuki i zapraszam też na live’y i webinary Piktumi na Facebooku – tam sporo i podpowiedzi i trików i fajnych wyrażeń. No i Akcja 5/5!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *